sobota, 3 czerwca 2017

GKS Katowice - Sekcja siatkarska

Pierwszym katowickim klubem, który odegrał ważną rolę był Górnik 1920 Katowice, w którym sekcja siatkówki została stworzona tuż po zakończeniu II wojnie światowej. To właśnie jego spadkobiercą byli siatkarze GKS-u, którzy przez kilka lat byli obecni w czołówce najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

 
   W 1964 roku powstający GKS Katowice włączył w swoje szeregi Górnika 1920. Grający pod nowym szyldem siatkarze wciąż zaliczani byli do ścisłej polskiej czołówki, chociaż rosnąca konkurencja sprawiła, że medali nie udało już im się zdobyć. W Sezonie 1963/64 siatkarze Górnika na finiszu rozgrywek okazali się o 2 sety lepsi od stołecznego AZS AWF i zajęli trzecie miejsce. To był 5. i ostatni medal w historii katowickiego klubu. W Sezonie 1964/65 drużynę GKS-u objął Zbigniew Wrzeski, ale nie dokończył sezonu i zastąpił go Siwek, jako grający trener. Siatkarze z Katowic wyraźnie ustępowali najlepszym i uplasowali się na 6. pozycji ze sporą stratą do medalistów. W Sezonie 1965/66 siatkarze z Katowic - będąc jednym z mniej ważnych ogniw w "wielkim" GieKSie - nie mogli nawiązać do tradycji medalowych i kolejny sezon zakończyli na 6. pozycji. W następnym sezon 1966/67 ekipa GKS po raz ostatni walczyła o miejsce na podium, ale ostatecznie zajęła 5. lokatę ze stratą 4 pkt. do „brązowego” krakowskiego Hutnika. W kolejnych latach grał tylko o utrzymanie. W sezon 1967/68 siatkarze GKS na tle ciągle wzmacniających się rywali wypadli poniżej oczekiwań, zajmując 7. miejsce rozpoczęli zjazd po równi pochyłej. W Sezon 1968/69 drużyna GKS zajęła 8. pozycję. W rozgrywkach 1969/70 GKS po raz ostatni wystąpił w ekstraklasie, zajął 8. miejsce oznaczające degradację do II ligi. W meczach o utrzymanie GKS przegrał dwa spotkania u siebie z Hutnikiem i wraz z Gwardią Wrocław został zdegradowany. Skład GKS: Siwek, Binkiewicz, Kołodziejczyk, Gamza, Białek, Ćwikliński, Kolano, Wojciech Szwarkopf, Andrzej Borzemski, Janusz Faltyn. Trener Siwek. Po nieudanej próbie powrotu do I ligi w kolejnym sezonie władze GKS postanowiły zrezygnować z sekcji siatkarskiej i przekazały drużynę do Jedności Michałkowice i męska siatkówka na wiele lat opuściła Katowice.


Sekcja siatkówki mężczyzn w GKS Katowice została przywrócona w lipcu 2016 r. Na mocy porozumienia z TKKF Czarni Katowice, przejęta została drużyna prowadzona dotąd przez ten klub. W sezonie 2015/2016 drużyna prowadzona przez trenera Grzegorza Słabego wygrała rozgrywki I ligi.


W sezonie 2016/17 siatkarze GieKSy zanotował bardzo udany powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, bowiem zajął 10. miejsce w 16-zespołowej Plus Lidze. Zespół prowadzony przez trenera Piotra Gruszkę rundę zasadniczą zakończyli z dorobkiem 13 zwycięstw i 17 porażek, a w rywalizacji o 9. lokatę minimalnie przegrali z warszawską Politechniką. 



sobota, 29 marca 2014

Pierwsza eksperymentalna stacja telewizyjna w Katowicach

Pierwszą w historii Polski transmisję telewizyjną przeprowadziła w 1931 roku rozgłośnia Polskiego Radia w Katowicach. Teletransmisji dokonano w dniu 1 sierpnia 1931 roku - pomiędzy dwoma budynkami rozgłośni w Katowicach. Doświadczenia prowadził zespół naukowców i inżynierów  rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach. Próby przeprowadził pod nadzorem dyrektora inż. Jerzego Dyrny, inż. E. Twardawa na zbudowanej przez siebie aparaturze pokazowej. W amplifikatorni umieszczono nadajnik telewizyjny oparty na systemie Bairda. Obraz ruchomy rozkładano na punkty przy pomocy tarczy Nipkowa o 30 otworach   milimetrowych. Obok znajdował się odbiornik z przystawką telewizyjną – tarczą Nipkowa i lampką neonową. Sygnał przekazywany był kablem w ramach jednego laboratorium. Ogólnopolski tygodnik „Radjo” z dumą napisał :

„Obecnie donieść wypada o nowym sukcesie rozgłośni śląskiej, sukcesie, który dla radjotechniki polskiej uchodzić może śmiało za moment historyczny. Oto w dniu 1 sierpnia br. rozgłośnia katowicka jako pierwsza w Polsce przeprowadziła próby nadawania i odbioru telewizji. Próby te przeprowadził pod nadzorem i protektorem Dyrektora Rozgłośni inż. Dyrny na zbudowanej przez siebie aparaturze pokazowej inż. E. Twardawa. W amplifikatorni stacyjnej ustawiono nadajnik telewizyjny oparty na systemie Bairda. Obraz ruchomy (film) o powierzchni 30x40 mm rozkładano na punkty przy pomocy tarczy Nipkowa o 30 otworach milimetrowych. Tarcza obracała się 12½ razy na sekundę, dzięki czemu częstotliwość modulacyjna wynosiła 15.000 okresów. Impulsy powstające w komórce fotoelektrycznej wzmacniano w specjalnych precyzyjnych amplifikatorach i kierowano na radjostację celem modulowania fali nośnej. W tymże lokalu znajdował się odbiornik z przystawka telewizyjną, takąż samą jak nadawcza, tarczą Nipkowa i lampką neonową. Trudność synchronizacji obu tarcz ominięto, umieszczając je na wspólnym wale.  Dyr. Dyrna i inż. Twardawa obmyślili nowy, nader prosty system synchronizacyjny, który w niedługim czasie będzie prawdopodobnie podany do wiadomości publicznej tak, że po upływie kilku miesięcy Katowice będą miały kompletną aparaturę telewizyjną. Ponieważ omawiane próby udały się całkowicie, zamierza inż. Twardawa założyć towarzystwo telewizyjne, które będzie miało na celu szerzenie wśród ogółu zainteresowania ta nową gałęzią techniki. Zainteresowani mogą zgłaszać się wprost do p. Twardawy (Ruda na G. Śląsku, ul. Bąka 2). Śmiałą inicjatywę Katowic należy przywitać ze szczerym uznaniem”. 
 W ten sposób Polska stała się jednym z nielicznych wówczas krajów świata, które podjęły badania naukowe i eksperymentowały w tej dziedzinie, osiągając doprawdy duże efekty. Kolejne prace nad uruchomieniem stacji telewizyjnej w Polsce rozpoczęły się w roku 1935 w warszawskim Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym oraz w Polskim Radiu.

Autorzy telewizyjnego eksperymentu w pomieszczeniach technicznych Rozgłośni w Katowicach przy ulicy Warszawskiej (pierwszy z lewej: inż. Twardawa, drugi z lewej, Dyrektor Radia w Katowicach inż. F. J. Dyrna).

poniedziałek, 27 stycznia 2014

"Festung Kattowitz" 1945

W styczniu mija rocznica „wyzwolenia” Górnego Śląska przez Armię Czerwoną. Operacja ta była częścią jednej z największych operacji militarnych II wojny światowej. Rozbici Niemcy wycofywali się z Katowic tą samą drogą, którą triumfalnie wkroczyli do miasta sześć lat wcześniej. Wraz z wkroczeniem do Katowic Armii Czerwonej, rozpoczął się nowy etap w historii miasta. Pierwsze wieści o tym, że ruszyła sowiecka ofensywa, dotarły do mieszkańców Katowic w niedzielę 14 stycznia 1945 roku z nasłuchu londyńskiego radia. W mieście życie toczyło się normalnym, ludzie chodzili do pracy, robili zakupy, jeździły pociągi, wychodziły niemieckie gazety. 19 stycznia w mieście dawało się zauważyć grupki Niemców udających się w kierunku dworca kolejowego, wywożących w walizkach część swojego dobytku. Uciekali też niemieccy dygnitarze. Dawało się wyczuć atmosferę oczekiwania i niepewności. Jeszcze 22 stycznia funkcjonariusze partyjni NSDAP przeprowadzali rewizje i rekwirowali prześcieradła na okrycia maskujące w śniegu. Miasto pustoszało. Dopiero 26 stycznia słychać było kanonadę od zachodu, która nasilała się w nocy. Niemiecka propaganda straszyła: zwycięstwo albo bolszewizm. I chyba poza garstką zagorzałych komunistów nikt Rosjanom nie ufał. Nikt też ich nie witał, gdy wkraczali do Katowic. W obliczu coraz bardziej dramatycznej sytuacji na froncie wschodnim niemieckie siły zbrojne, począwszy od wiosny 1944 roku, rozpoczęły przygotowania do obrony Katowic. Budowane podówczas umocnienia znalazły miejsce także w Murckach. Właśnie tutaj stworzono szereg baterii przeciwlotniczych, wokół których powstały baraki oraz schrony. W końcowej fazie wojny na terenie Murcek stacjonował 58 Dywizjon Heimatflak. Tworzyli go Niemcy, Węgrzy i Tatarzy krymscy. Obrona miasta w sobotę 27 stycznia 1945 roku była symboliczna, zniszczono kilka czołgi, ilu poległo czerwonoarmistów i żołnierzy Wehrmachtu nie wiadomo do dziś. Walki trwały na terenie miasta w godzinach 13-16. Udokumentowano duże starcie w okolicach dworca kolejowego w Piotrowicach i przy cmentarzu. Również w okolicach Giszowca doszło do potyczki z żołnierzami armii czerwonej. Warto też wspomnieć o wyłapywaniu maruderów armii niemieckiej w obrębie miasta. Najczęściej rozstrzeliwano ich na miejscu. W rejonach Murcek widząc beznadziejność sytuacji, kilkunastoosobowa grupa Węgrów wraz z towarzyszącym im kapelanem zdecydowała się poddać, licząc na sowiecką łaskę. Niestety, czerwonoarmiści nie okazali pokonanym żadnej litości. Zamkniętych w barakach jeńców węgierskich pognano nazajutrz boso przez Murcki w kierunku lasu, gdzie z całą bezwzględnością dokonano na nich egzekucji. Ciała wymordowanych Węgrów leżały bezładnie w lesie niemal do końca zimy. Później okoliczni mieszkańcy pochowali żołnierzy węgierskich we wspólnej mogile, którą opiekują się po dziś dzień. Pierwsi Rosjanie pojawili się w Katowicach popołudniu 27 stycznia 1945 roku. Następnego dnia walczyli tylko garstki fanatyków. Na ulicy Warszawskiej leżały zerwane druty tramwajowe i szkło z porozbijanych witryn sklepowych. Na ulicy Francuskiej został uszkodzony przejazd kolejowy, kościół Mariacki miał uszkodzone dach i wieżę, ratusz nie miał dachu, a na torowisku kolejowym leżały resztki wysadzonego przez Niemców wagonu z amunicją. W okolicy rynku leżały rozbite działo i porozrzucane niemieckie cekaemy. Na ulicy Zamkowej (teraz aleja Korfantego) wisiała sowiecka flaga i posterunek przed Wiener-Hotelem. Zakwaterowała się tam sowiecka komendantura miasta. Po południu przybyła do Katowic duża liczba czerwonoarmistów. Wtedy demolowanie sklepów i rabowanie towarów zaczęło się na dobre. Żołnierze szukali wódki. A że w składach znaleźli głównie zapasy wina, ruszyli przeszukiwać mieszkania. Rozpoczęły się gwałty na kobietach i morderstwa na cywilach. 29 stycznia w Katowicach nadal nie było polskich żołnierzy i władz. Zaczęły pojawiać się grupy cywilów, którzy ładowali na sanki to, czego żołnierze nie zabrali. Byli to Zagłębiacy, którzy postanowili wykorzystać zaistniałą sytuację, żeby wyszabrować, co się dało. Gdy zapadł zmierzch, nadeszła trzecia noc strachu. Następnego dnia pojawiły się pierwsze patrole polskich żołnierzy. Polskie wojsko zakwaterowało się w hotelu Savoy przy ulicy Mariackiej. Nad wejściem zawisła polska flaga. Ludzie coraz śmielej wychodzili z domów. W magistracie przy ulicy Młyńskiej zjawili się przedwojenni samorządowcy, wracali do pracy pracownicy urzędu wojewódzkiego. Tramwajarze naprawiali zerwaną sieć. Wraz z niemieckim wojskiem odszedł terror spod znaku Hitlera, ale przyszedł nowy, który niósł nowe zagrożenia i spowodował nowe ofiary ... Komunizm.


Żołnierze niemieccy na Zawodziu
Wypalony kamienic przy katowickim rynku 


 Przed spalonym ratuszem na Zawodziu stoi zniszczony przez Niemców radziecki czołg T-34
Katowice 1945


sobota, 25 stycznia 2014

Towarzystwo Pływackie Giszowiec-Nikiszowiec

  • Towarzystwo Pływackie Giszowiec-Nikiszowiec - założony z inicjatywy Jana Skupiny w 1923 roku. Towarzystwo Pływacki  było wydatnie popierane przez koncern Giesche, dysponowało pływalnią o przepisowych wymiarach. Wyniki sportowe: 67 tytułów MP, w tym 37 w pływaniu, 2 w piłce wodnej, 28 w skokach do wody; 38 rekordów Polski (1925-39). Zawodnicy: Czop Adela, Fietz Erna, Fietz Małgorzata, Fritsch Anna, Grall Magdalena, Hill G., Jarkulisz-Niedobecka Aniela (1932-38), Kajzer-Piesiur Róża, Słota, Szmidt Henryka, Wąs, Zakrzewska, Jędrysik Jan, Bochenek Alfons, Hallar Oskar, Kulawik Wiktor, Madej Krzysztof, Skowronek Ginter, Szczepańska-Ruhsan Zofia (1934-36), Maerz Rudolf mistrzowie Polski. Działacze: Bańczyk M., Dzierżawa, Fiszer, Skrzystek, Kraj, Waniek, Skupina Jan. Trenerzy: Rayka (Węgry), Steepe (USA), Olej G., Hallar O., Skowronek. W 1945r. dzięki inicjatywie Alfonsa Domagały i udzielonej mu pomocy przez inż. Jędraszczyka (remont pływalni) reaktywowano działalność TPGN. W kwietniu TPGN zostało przejęte przez RKS Siła Giszowiec.


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Zapomniany strajk na KwK "Staszic"

Historia strajku w KWK Staszic jest mało znana i zupełnie nie funkcjonuje w społecznej świadomości. 13 grudnia, zaraz po północy w kopalni schroniło się kilku członków Komisji Zakładowej, którym udało się uniknąć internowania, wśród nich był przewodniczący Kazimierz Krawczyk. Podczas wiecu w cechowni powołany został Komitet Strajkowy w skład, którego weszli członkowie Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność. Udział w strajku wzięło ok. 800 osób. W godzinach popołudniowych na skutek ugodowej postawy Komitetu Strajkowego, strajk został rozwiązany. Część załogi nie podporządkowała się tej decyzji i utworzyła nowy KS, w skład którego weszły osoby, które wcześniej nie pełniły żadnych funkcji w strukturach Solidarności. 15.12.1981 r. o 9 rano ZOMO wyłamało SKOT-em bramę główną funkcjonariusze wpadli do łaźni łańcuszkowej i zaczęli pałować strajkujących tam młodych górników. Części z nich udało się uciec do pobliskiego lasu, resztę przewieziono do Komend MO w Katowicach i innych pobliskich miast. Jednak prawdziwa jatka zaczęła się w znajdujących się w odległości ok. 1 km Domach Górnika, gdzie zebrała się spora grupa górników, którzy opuścili strajk. Początkowo zomowcy starali się rozpędzić zgromadzenie za pomocą gazów łzawiących. Gdy to jednak nie przynosiło efektów, ruszyli do ataku. Górnicy schronili się w swoich pokojach. Pod budynek podjechały armatki wodne. Na wprost hoteli ustawił się czołg, strumienie wody zaczęły wbijać szyby w oknach, przez które wpadały petardy odrzucane przez górników na zewnątrz. ZOMO wtargnęło na klatki schodowe i zaczęło się regularne pałowanie. Już w budynkach urządzono górnikom "ścieżkę zdrowia". Niektórzy skakali z okien, inni byli wyrzucani przez milicjantów. Wszystkich spędzono przed budynki, ustawiono w szeregu i trzymano przez dłuższy czas w kilkunastostopniowym mrozie, nie pozwalając często założyć nawet wierzchniego okrycia. Pracujący w owym czasie w KWK Staszic Zenon Szmidtke, wspomina słowa oficera MO, który wyciągając z kabury pistolet tak przemówił do górników: "Prawo stanu wojennego pozwala takich jak wy rozstrzelać. Pracujecie w zakładzie zmilitaryzowanym, za to, co zrobiliście grozi kara śmierci." W aktach SB można znaleźć lakoniczne stwierdzenie, że podczas akcji zatrzymano "454 uczestników zajścia w stosunku do których zastosowano następujące sankcje: 156 internowano, wszczęto śledztwo przeciwko 4 osobom, ukarano przez kolegium ds. wykroczeń 22 osoby, 272 osoby po rozmowach zwolniono." Równocześnie w zestawieniu strat po stronie interweniujących oddziałów czytamy: "jeden funkcjonariusz doznał złamania nogi od uderzenia cegłą, jeden funkcjonariusz doznał rany ciętej nosa, uszkodzony kask - 1 szt." 


środa, 23 października 2013

Pomnik dwóch cesarzy

Pomnik Dwóch Cesarzy stał na dzisiejszym Placu Wolności. Został zbudowany w 1898 r. i przedstawia cesarza Wilhelma I oraz jego syna Ferdynanda III (Zweikaiserdenkmal). Jego autorem był Felix Görling. 13 grudnia 1920 nad ranem członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej wysadzili pomnik cesarzy. W 1923 po utworzeniu województwa śląskiego zbudowano tu pomnik-grób Nieznanego Powstańca Śląskiego. Odsłaniał go Wojciech Korfanty wraz z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim. Tablicę na pomniku wykonał rzeźbiarz Tadeusz Błotnicki. W 1927 powstał komitet budowy nowego monumentu, zawiązany z inicjatywy Związku Powstańców Śląskich. Plany nie zostały zrealizowane ze względu na wybuch II wojny światowej.


środa, 4 września 2013

Obrona Katowic wrzesień 1939 rok

 Wrzesień 1939 na Śląsku kojarzy się na ogół z walkami towarzyszącymi wkraczaniu Wehrmachtu do Katowic, których charakter budzi w ostatnich latach coraz więcej kontrowersji.  Niemcom nie udało się wkroczyć do Katowic "bez jednego wystrzału". Miasto broniło się już od 3 września.  4 września, gdy Freikorps nie dał sobie rady, podeszli żołnierze Wehrmachtu. Do dziś nie wiadomo, jak nazywali się większości obrońcy miasta. Nie wiadomo, ilu ich było, w jaki sposób zginęli. Nie wiadomo, gdzie zostali pochowani. W ogóle nie wiadomo, ile było ofiar katowickiego września. Pozostały szczątkowe relacje, z których nie da się jeszcze ułożyć całości. Pewnie już nigdy nie da się jej ułożyć.

 1 września 1939, około godziny 5 rano, polskie posterunki obserwacyjne umieszczone na dachu Domu Powstańca oraz „drapaczu chmur” przy ulicy Żwirki i Wigury wypatrzyły pod niskimi chmurami grupę nadlatujących bombowców nurkujących Ju 87. Rozległ się pierwszy w historii miasta alarm lotniczy, uruchomiony przez harcerza Aleksandra Drapellę. Celem słynnych później Stukasów (należały do 3 eskadry I dywizjonu 2 Pułku Bombowców Nurkujących "Immelmann") było lotnisko na Muchowcu. Eksplozje ich bomb zdemolowały hangary oraz inne zabudowania, dostało się też bocznicy kolejowe. W ciągu dnia ogłoszono 11 alarmów powietrznych nad miastem.
2 wrześniu 1939 r. po przegranych walkach z Wehrmachtem pod Pszczyną, Kobiórem, Woźnikami i Wyrami Wojsko Polskie wycofało się pozostawiając swobody dostęp do Katowic. Generał Antoni Szylling, dowódca Armii Kraków, podjął decyzję o wycofaniu swoich wojsk. Odwrót przeprowadzono w nocy z 2 na 3 września. Ostatni regularny oddział WP opuścił Katowice 4 września rano. 3 września 1939 r.  Siły powstańczej samoobrony wraz ze wspierającymi ją formacjami patrolowały miasto i jego okolice, czyniły to jednak we współdziałaniu z wycofującymi się jednostkami armii regularnej. Po południu tego dnia odbył się uroczysty pogrzeb sześciu żołnierzy polskich, zmarłych w szpitalu wojskowym, którym honory oddała pozostała jeszcze w mieście kompania powstańcza por. Kruczka. Nie opuścił też miasta batalion powstańczy Nikodema Renca, komendanta katowickiej grupy szturmowej w czasie powstań śląskich, tudzież kilka grup ochotniczych. Na Załężu pozostała jeszcze kompania forteczna kpt. Tułaka. którego plutony pod dowództwem poruczników Fracha i Kościelniaka dokonywały na samochodach ciężarowych wypadów do Hajduk, Świętochłowic i Chorzowa, wypierając podchodzące oddziały niemieckie. Nieudane były wieczorne próby opanowania miasta przez jednostki Freikorps. W ten sposób drobne oddziały wojska, wsparte akcją powstańców i ochotników, stworzyły dla wycofujących się dywizji całkowitą osłonę, pozwalając im na uporządkowany i spokojny odwrót. 


Do starć na terenie miasta z nacierająca od strony Mikołowa w dwóch kolumnach niemiecką 239. dywizją piechoty, doszło w dniu 4 września. Jedna z niemieckich kolumn po sforsowaniu wysadzonego przez polskich saperów na ul. Piotrowickiej mostu nad Kłodnicą znalazła się na wiadukcie nad torami w Ligocie gdzie została ostrzelana z okolicznych domów. Po złamaniu oporu stwierdzono, że zginęło 4 polskich obrońców, a około 20 zostało rannych. W tym czasie oddział zwiadowczy 239. dywizji znajdujący się w okolicy więzienia przy ul. Mikołowskiej, był ostrzeliwany z Domu Powstańca i budynku przy ul. J. Słowackiego 41/43, aż do czasu nadejścia niemieckich posiłków od strony Batorego. Główna kolumna niemiecka została następnie ostrzelana w rejonie kościoła św. Piotra i Pawła przy ul. Mikołowskiej przez oddział Franciszka Feigego. Nieco wcześniej ulicą Gliwicką od strony Załęża w rejon Placu Wolności dociera polska 11. kompania IV batalionu 73. pułku piechoty pod dowództwem kapitana Mariana Tułaka. W rejonie placu wywiązała się strzelanina z dysponującym moździerzem i karabinem maszynowym oddziałem Freikorpsu, w trakcie której oddział kpt. Tułaka przedarł się do kopalni "Katowice" będącej pod kontrolą por. Franciszka Kruczka. Obrońcy pod dowództwem kaprala Hińczuka (?) obsadzili także Liceum im. Skłodowskiej-Curie, z którego ostrzeliwali wojska niemieckie wkraczające ul. Jana Matejki. Do kolejnych walk doszło w okolicach Wieży Spadochronowej w parku im . generała Kościuszki, gdzie polscy obrońcy z terenu parku i wieży ostrzelali oddziały drugiej kolumny wojsk niemieckich. Po zlikwidowaniu oporu na terenie parku, wojska niemieckie ostrzelały skutecznie wieżę spadochronową z działka 37 mm, likwidując tym samym kolejny punkt oporu. Po dotarciu Niemców w rejon Rynku, ich oddziały zostały także ostrzelane przez karabin maszynowy prowadzący ogień z kościoła ewangelickiego przy ul. Warszawskiej. 


W okolicy restauracji "Patria" lub Rynku prawdopodobnie (informacja niepotwierdzona) został zastrzelony niemiecki oficer przez dziewczynę ukrywającą pistolet w bukiecie kwiatów. W późniejszych godzinach oddziały niemieckie zostały ponownie ostrzelane z dachów i okien budynków znajdujących się przy katowickim rynku i Teatru Śląskiegop. Źródła niemieckie wspominają także walki w rejonie starego dworca kolejowego w Katowicach oraz Hali Miejskiej. Po zajęciu całego miasta sztab 239. dywizji piechoty stacjonujący w Hotelu Śląskim (wtedy Europejskim) przy ul. Mariackiej, po zapadnięciu zmroku został ostrzelany z budynków znajdujących się po przeciwnej stronie ulicy. Specyficzny charakter tych walk, toczonych w silnie zurbanizowanym otoczeniu sprawił, że niemieckie dowództwo sprowadzić musiało skoszarowane jednostki policji z niemieckiego wówczas Zabrza czy Bytomia, lepiej przystosowane do walk w miejskim środowisku. Po złamaniu przez Niemców oporu, doszło na terenie miasta do wielu natychmiastowych egzekucji jego obrońców. Łącznie na terenie Katowic było prawdopodobnie ok. 150 osób poległych w walkach oraz rozstrzelanych po ich zakończeniu. Natomiast łączna liczba rozstrzelanych przez Niemców od 4 do 30 września wyniosła w Katowicach około 860 osób. Katowice zawiodły Niemców. Na pierwszym posiedzeniu cywilne władze okupacyjne postanowiły więc, że miasto nie zasługuje na to, by jakąkolwiek jego ulicę, jakikolwiek plac nazwać imieniem Hitlera.